Bajka o książce

  2020/09/30

To tylko zbiór punktów. Plamek. Kropek tuszu ułożonych w kształty liter. Czym jest książka? Ta stara, czasem z powycieraną okładką, nieidealna, analogowa, składająca się z konturów tuszu i dotyku papieru. I z szelestu stron, gdy przerzuca się je niecierpliwiąc dalszej części opowieści. Jednym książka jest na pewno: podróżą w czasie. I to w sensie dosłownym.

Co w tej chwili trzymasz w dłoniach? Tokarczuk? Lema? A może Blankę Lipińską? Tutaj, obok, na stole leży Takashi Nagai – „Listy do dzieci”. Ale nawet wtedy, gdy za chwilę zbiór listów ocalałego z Nagasaki trafi w czyjeś dłonie, to będą one trzymały… papier. Nasza podróż zaczyna się od tego materiału, od początku jego czasu, a kończy się w twoim mieszkaniu. Więc chodź, opowiem ci bajkę. Bajkę o książce.

Bajka o książce

Wszystko zaczęło się setki lat temu, lecz nie tak, jak w innych bajkach; ani za górami, ani za morzami, a całkiem niedaleko stąd. Rosłe, stare drzewo, było wtedy jeszcze tylko drobnym, bezradnym nasionkiem. Spadało ze świerku-rodzica bez własnej woli i bez wpływu na to, w którą stronę poniesie go wiatr. Poniósł go we właściwą. Nasionko osiadło na miękkiej ziemi, przyczaiło się pod krzakiem i powoli, cierpliwie, zapuszczało korzenie. Miało szczęście.

Najpierw omijały je robaczki, lubiące żywić się podobnymi do niego nasionkami. Później, gdy już wychyliło liście ponad ziemię, omijały go małe zwierzątka, które mogłyby wyrwać je wraz z korzeniami. Wreszcie, gdy już nie dało się go nie zauważyć, ale jeszcze nie było większe od człowieka, omijały go wichury i pożary.

Z czasem nasionko stało się drzewem. Przez wiele lat omijały go siekiery i topory. Wiele za to widziało. Widziało polowania, skradających się przez las partyzantów, dziewczyny z chłopakami, którzy w niezbyt grzecznych pozach kryli się pod jego gałęziami. Widziało jak las dorasta i jak się starzeje. Aż w końcu to ono było jednym z najstarszych i najbardziej chorych drzew w okolicy. Widziało, jak ludzie malują na nim znaki. A potem widziało, jak je ścinają. Ale to nie był koniec.

Drzewo trafiło w ręce drwali, którzy pieczołowicie oglądali słoje ściętych drzew i dzielili je na kategorie. Z jednych powstawały domy, z innych meble, a ono zostało przeznaczone do papierni. Słyszało, jak wiozący je kierowcy, rozmawiali o dorodnych melonach, w ożywiony sposób przy tym gestykulując. A potem je wyładowali i poznało wielu nowych ludzi.

W papierni był gwar i szum. Nigdy wcześniej tyle się wokół drzewa nie działo. Przekładali je wiele razy, myli, gładzili, kąpali, bielili, barwili, nadawali mu gładkość i miękkość… krótko mówiąc: wiele razy je udoskonalali. Ot, takie spa dla drzew, z którego wychodzi się kompletnie odmienionym. Drzewo wyszło z niego jako wielka bela papieru i udało się w kolejną podróż – co prawda z tymi samymi kierowcami, ale tym razem intensywnie rozmawiali oni o jakimś koledze, Schopenhauerze.

W drukarni, prawdę mówiąc, działo się jeszcze więcej. Drzewo pokryto dziwnymi plamkami tuszu, które dla innych musiały coś znaczyć. Ludzie pilnowali, aby plamki były w odpowiednich miejscach i w odpowiedniej kolejności. A potem drzewo schnęło. Zostało pocięte na kartki, a te ponownie poskładały się w całość: w książkę. Książkę ktoś dotknął po raz pierwszy, z namaszczeniem, obejrzał i uśmiechnął się. Później powstało wiele jej podobnych, prawie jak krople wody. Powstały i rozjechały się po Polsce. A przecież jeszcze ktoś inny, wcześniej, gdzieś daleko, wymyślił w jakie słowa mają się układać te plamki. Kilku innych ktosiów, wysyłając wzór tych plamek pomiędzy swoimi laptopami, poprawiało je, korygowało i oceniało. A na koniec – zaakceptowało i z niecierpliwością czekało na pierwsze egzemplarze książki.

Później drzewo, w swej najnowszej postaci, trafiło do księgarni. Tam mijały go setki ludzi; niektórzy brali do rąk, inni przechodzili obojętnie. W końcu ktoś je przygarnął. Siedział z nim w wielkim fotelu, przy ciepłym świetle lampy przez wiele wieczorów. Nie minęło kilka dni od zamknięcia jego ostatniej strony, a ktoś inny, w tym samym domu, robił to samo, choć prawdę mówiąc – tylko do połowy.

Drzewo zapamiętało kurz na półce, a potem znów podróż i miejsce, nad którego wejściem było napisane: „antykwariat”. I znów ludzie go mijali. Lecz z czasem znów ktoś go przygarnął. Raz jeszcze otwarte spędzało długie godziny, choć tym razem z nowym właścicielem i do tego w łóżku. Albo w wannie. A potem, książka-drzewo zostało zapakowane i pojechało w swą kolejną, na razie ostatnią drogę. Pojechało, dojechało, zostało rozpakowane. Dzień dobry. Przyjechało do ciebie. Prawda, że gdy trzymasz je w dłoniach, zabiera cię one ze sobą w baaardzo długą podróż?? I do tego: naprawdę jest to podróż w czasie. Magia.

fot: Death Stock

fot: Death Stock

 

SZYBKO I ZA GOTÓWKĘ

Dojedziemy, doradzimy, wycenimy.

Gwarantujemy bezpłatną wycenę i bezpłatny dojazd po książki, a do tego płatność gotówką – od razu przy odbiorze kolekcji.

© Copyright 2019-2020 by Hanoteka.pl Projekt i wykonanie: Agencja Interaktywna Epoka

Kontynuując korzystanie ze strony, wyrażasz zgodę na używanie plików cookie. więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są ustawione na „zezwalanie na pliki cookie”, aby zapewnić Ci najlepsze możliwości przeglądania. Jeśli nadal korzystasz z tej strony bez zmiany ustawień dotyczących plików cookie lub klikniesz przycisk „Akceptuj” poniżej, wyrażasz na to zgodę.

Zamknij