Kosmiczne pytania do Grzegorza Kasdepke

  2021/04/02

Dlaczego detektyw Pozytywka jest chudy, choć je tylko słodycze? W którym przedszkolu organizują zajęcia z przywoływania kosmitów? Lubi Pan placki?… Gdy pytania zadają dzieci (7 i 12 lat), wywiad może się „trochę” wyrwać spod kontroli. Ale w wypadku pisarza tworzącego świetne książki dla młodszych czytelników to akurat… dobrze.

Zaczęło się od „Książki? Nie, nie, książki są nudne!”. Typowy bunt siedmiolatki. Ale kilka nowych powieści zmieniło jej myślenie na „Nie mam czasu, czytam”. Jedną z książek odpowiedzialnych za tę przemianę, była „A ja nie chcę być księżniczką” Grzegorza Kasdepke, którą Basia – ta nasza zbuntowana siedmiolatka – nagle zaczęła czytać sama. A ponieważ był to ulubiony autor również jej starszego brata, to od słowa do słowa i… tak w skrócie zrodził się pomysł tego wywiadu. Dzieci zadawały pytania dotyczące (głównie) książek. Jakie pytania? Momentami przekomiczne. Jak na nie odpowiedział autor? Przeczytajcie sami.

Pytania Basi (7 lat)

Czy Pajacyk poszedł kiedyś na randkę?
Grzegorz Kasdepke: Tak, ale pajacował – i randka się nie udała.

Lubi Pan jeść placki?
G.K.
: Niestety lubię. Niestety, bo sam już zaczynam wyglądać jak placek – niedługo będzie trudniej narysować bałwana niż mnie. Ale placki uwielbiam, zwłaszcza ziemniaczane, czasami też robię ziemniaczano-cukiniowe. Uwielbiam gotować. Gotowanie ma tę wyższość nad pisaniem, że pozwala się cieszyć skończonym dziełem tego samego dnia. A żeby upichcić książkę, potrzebuję wieeeeelu tygodni, a czasami nawet i miesięcy.

Czy Grześ w końcu pocałuje Rozalkę?
G.K.
: Jestem pewny, że gdy dorośnie, nie trzeba go będzie do tego namawiać.

Może nam Pan podać adres tego sklepu na Allegro, w którym zamawia się dzieci? 🙂
G.K.
: Dzieci z przedszkola, w którym zbierałem materiały i inspiracje do napisania książki „Horror! Czyli skąd się biorą dzieci”, zdradziły mi w tajemnicy, co usłyszały od rodziców, gdy spytały o to, skąd się wzięły na tym świecie: że znaleziono jej pod choinką, że była promocja w Tesco, że bocian, że kapusta…, a jedna dziewczynka powiedziała, że jest podobno taka strona w internecie, strona „wu-wu-wu-kropka-chce-dziecko-kropka-pe-el”, i że wystarczy się na niej zarejestrować, a kilka dni później do domu przyjeżdża kurier z niemowlakiem… Nie znalazłem tej strony, być może zmieniła nazwę.

Czy słonie potrafią latać? Mają takie duże uszy…
G.K.
: Kilka razy poleciałem do Stanów Zjednoczonych na spotkania z czytelnikami. Najbardziej zapamiętałem lot z Amsterdamu do Nowego Jorku. Siedziałem w przedostatnim rzędzie pasażerów. Dalej była ścianka działowa, a w niej drzwiczki z tabliczką informującą, że wstęp ma tam wyłącznie personel pokładowy. Zanim jeszcze zaczęliśmy kołować po amsterdamskim lotnisku, poczułem dziwny zapach, smród raczej, jak w stodole. Podniosłem głowę znad książki i rozejrzałem się zdziwiony. Obok przechodziła akurat stewardesa. Widząc moje zaskoczone spojrzenie, uśmiechnęła się i powiedziała, że gdy samolot wystartuje, to już nie będzie tego czuć, bo zacznie pracować pokładowy system wymiany i oczyszczania powietrza, ale… „Chce pan zobaczyć koniki?” – spytała. Koniki?! Zbaraniałem. Wtedy stewardesa skinęła na mnie głową. Wstałem i poszedłem za nią do drzwiczek w tylnej ściance. Stewardesa ostrożnie je otworzyła i… zbaraniałem po raz drugi. Patrzyły na mnie dwa konie, każdy stojący w oddzielnym boksie. Obok było jeszcze kilka innych. „Leci z nami drużyna graczy w polo. A to ich koniki” – wyjaśniła stewardesa. Uświadomiłem sobie wtedy, jakimi kolosami są pasażerskie samoloty. Na pewno zmieściłby się w nich i słoń.

Jaką książkę najbardziej Pan lubił, gdy był w moim wieku?
G.K.
: Wyznam – z zakłopotaniem – że w Pani wieku nie lubiłem innych książek poza komiksami. Czytałem namiętnie albumy o Tytusie, Romku i Atomku Papcia Chmiela, czyli zmarłego w tym roku cudownego Jerzego Chmielewskiego. Papcio Chmiel wymyślił prześmieszne opowieści o uczłowieczonej małpie. A tak naprawdę uczłowieczył mnie – sprawiając, że polubiłem czytanie.

Moją ulubioną emocją jest radość, a Pana?
G.K.
: No pewnie, nie ma lepszej!

Pytania Wojtka (12 lat)

Dlaczego detektyw Pozytywka jest chudy, choć je tylko słodycze?
Grzegorz Kasdepke: Agencja Detektywistyczna „Różowe Okulary” mieści się na piątym piętrze starej kamienicy. Windy brak, więc trzeba wbiegać i zbiegać po schodach, czasami kilka razy dziennie. Poza tym uważni czytelnicy książek o detektywie Pozytywce wiedzą, że naszemu bohaterowi zdarza się jeździć na rowerze – starym i tak skrzypiącym, że Pozytywka, pedałując, czuje się, jakby jechał na sygnale. Od czasu do czasu uprawia też jogging oraz bywa na basenie. Trenuje także sztukę walki o nazwie „wirujący kolec” (używając jako broni kaktusa). Słowem – ma kiedy spalić zbędne kalorie.

Jak w ogóle ma na imię detektyw Pozytywka?
G.K.: W przygotowywanej właśnie do druku siódmej części przygód detektywa wreszcie pojawia się jego imię – Eugeniusz! To czytelnicy je wybrali. Kilka lat temu wraz z wydawnictwem Nasza Księgarnia ogłosiliśmy konkurs na imię dla geniusza detektywistyki, jakim niewątpliwie jest Pozytywka – i internauci najczęściej wskazywali kojarzące się z geniuszem imię Eugeniusz. A że najnowsza część przygód naszego bohatera będzie nosiła tytuł „Dzieciństwo detektywa Pozytywki”, poznamy w niej nie Eugeniusza, ale jeszcze małego Gienia, który dopiero zapowiada się na genialnego detektywa.

Ulituje się Pan jeszcze kiedyś nad Pozytywką i da mu zarobić jakieś normalne pieniądze?
G.K.: Powinienem to zrobić, choćby w ramach rewanżu – bo dzięki detektywowi Pozytywce ja sam zarabiam normalne pieniądze. Ale z pewnością nie każę mu szukać nowego zawodu. Może poszukamy razem jakichś zagubionych skarbów kultury i detektyw Pozytywka otrzyma w nagrodę dziesięć procent znaleźnego? Kto wie!?

W jakiej szkole nauczono Bodzio i Pulpeta przywoływania kosmitów? A może w którymś przedszkolu można się zapisać na takie zajęcia dodatkowe?
G.K.
: Szkoła, która pojawia się w obu książkach o Bodziu i Pulpecie („Bodzio i Pulpet” oraz „Ale kosmos! To znowu Bodzio i Pulpet!”), ma swój pierwowzór – a jest nim podstawówka numer 80 na warszawskiej Chomiczówce, do której chodził mój syn Kacper, gdy jeszcze był małym smarkiem. Trochę ją w książce zmieniłem: zatrudniłem nowych nauczycieli, zbudowałem obserwatorium astronomiczne… Gminy nie kosztowało to ani grosza, bo wszystko sfinansowała moja wyobraźnia! Szkoła jak szkoła – jest wiele podobnych. Sporo też jest osiedli jak Chomiczówka: szare bloki z wielkiej płyty, dość chaotycznie wytyczone alejki pomiędzy rachitycznymi drzewkami, place zabaw obok parterowych blaszaków, gdzie można znaleźć spożywczak, fryzjera czy pocztę. Ot, zwykłe blokowisko. Ale w zwykłym blokowisku żyją przecież niezwykli ludzie, choćby dzieci – czyli istoty wyposażone w wyobraźnię, marzenia, energię i pomysły! Ja byłem takim dzieciakiem. Mój Kacper był takim dzieciakiem. Wciąż takie spotykam. Wydało mi się atrakcyjnym pomysłem, że chłopaki z szarego blokowiska próbują skontaktować się z kosmitami – i pewnego dnia nad dziesięciopiętrowymi kolosami zawisa międzygwiezdny pojazd. Nad zwykłym osiedlem, a nie nad Białym Domem w Waszyngtonie, jak to zazwyczaj dzieje się w amerykańskich filmach.

Jak narodził się Potworak? I co z jego rodzicami?
G.K.
: Podejrzewam, że Potworak narodził się w wyniku Wielkiego Wybuchu, który zapoczątkował rozwój całego wszechświata – pewności jednak nie ma. Co do jego rodziców… Muszą być dość wyluzowani, skoro pozwalają Potworakowi grać w bososzczęki.

Czy pani Miłka urodziła dziewczynkę czy chłopca?
G.K.
: Książkowa pani Miłka wciąż jest przed porodem. Urodzi tego lata. Czas najwyższy – jej ciąża trwa już chyba z sześćdziesiąt miesięcy. Pani, która mnie zainspirowała do napisania książek o uczuciach i emocjach („Tylko bez całowania!”, „Kocha, lubi, szanuje…”, „Horror! Czyli skąd się biorą dzieci” i „Drużyna pani Miłki”), urodziła córeczkę, która jest już całkiem dużą córką. A może nawet córą? Tak, córą – jej tata, książkowy pan Kuba, zaczął już łysieć. Ho, ho, czas płynie!

Czy napisze Pan kiedyś książkę o rybach?
G.K.
: Najchętniej kucharską!

SZYBKO I ZA GOTÓWKĘ

Dojedziemy, doradzimy, wycenimy.

Gwarantujemy bezpłatną wycenę i bezpłatny dojazd po książki, a do tego płatność gotówką – od razu przy odbiorze kolekcji.

© Copyright 2019-2020 by Hanoteka.pl Projekt i wykonanie: Agencja Interaktywna Epoka

Kontynuując korzystanie ze strony, wyrażasz zgodę na używanie plików cookie. więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są ustawione na „zezwalanie na pliki cookie”, aby zapewnić Ci najlepsze możliwości przeglądania. Jeśli nadal korzystasz z tej strony bez zmiany ustawień dotyczących plików cookie lub klikniesz przycisk „Akceptuj” poniżej, wyrażasz na to zgodę.

Zamknij